poniedziałek, 8 lipca 2013

[1.07-3.07] Podróż

Minęły dwa tygodnie od kiedy postanowiłam dzielić się z wami moim doświadczeniem z podróży. Myślę, że krytyczny moment mam już za sobą i wreszcie ruszę z pisaniem co 2-3 dni. Tyle się działo! Minął już tydzień i teraz będę na bieżąco. Przepraszam i zachęcam do czytania.
Dotarłam. ~14.5 godzin lotu, dwie przesiadki, z Krakowa do Tajpej. Ponieważ bilet był kupowany w ostatniej chwili, jedynie lot z Krakowa okazał się być tani. Nie żałuję, spędziłam udane popołudnie, zwiedziłam miasto, próbowałam pozbyć się stresu związanego z wylotem. Na krakowskim rynku udało mi się trafić nawet na paradę.

Faktycznie to pomogło, wyspana i pełna energii ruszyłam na lotnisko i... pierwszy stres! Nie, nic strasznego lub niespodziewanego się nie wydarzyło. Nie wiem czemu ale strasznie obawiałam się odprawy i wszystkiego z nią związanego. 

Najbardziej niepewnie czułam się odnośnie tego, jak zostanie potraktowany mój bagaż. Zmieniając linie lotnicze w Seulu nie do końca byłam przekonana, czy dotrze od z Krakowa prosto do Tajpej. Jednak wszystko poszło zgodnie z planem, ujrzałam swoją czerwoną walizę na lotnisku w Taoyuan, niedaleko Tajpej, a zarazem niedaleko Yingge, miejsca w którym obecnie odbywam praktykę wolontariacką.

Sam lot wspominam bardzo dobrze. Krytycznym momentem okazało się jednak czekanie cały dzień w Monachium lot do Seulu. Drogo, pełno ludzi, a ja sama w ciężkim plecakiem, znudzona po 3 godzinach oglądania wystaw sklepowych. Lotnisko jest przeogromne, kilkadziesiąt minut zajęło mi zauważenie wyjścia. Postanowiłam pojechać do centrum, znaleźć tani hostel i przespać się.
Nie ma czegoś takiego jak tani hostel niestety. Znalazłam jednak najtańszy jaki się dało [WOMBATS], blisko stacji autobusowej, z której miałam odjechać na lotnisko następnego dnia rano. Czasu na zwiedzanie nie miałam, jednak zmęczenie dało o sobie znać, więc nie zastanawiając się długo poszłam spać. Podróż z lotniska do centrum zajmuje 45 minut. W czasie jazdy miałam okazję zobaczyć miasto, bardzo mi się podobało, jednak jeden dzień to i tak zbyt dużo jak na mnie w tym mieście. 

Przyszedł czas na prawie jedenastogodzinną podróż do Seulu. Wybranie (całkiem przypadkowo) Lufthansy było jedną z lepszych decyzji. Obsługa fenomenalna, standard bardzo wysoki, nudzić się nie było jak - obejrzałam Trance (Polecam! Zaskakujący.) i Hobbita. Jak to z lotem do Korei, w ofercie były koreańskie dania, z czego z chęcią korzystałam. Koreańskie stewardessy chętnie odpowiadały mi po koreańsku na moje proste pytania. Były dość rozradowane - jako jedna z niewielu Europejczyków na pokładzie (widziałam może z 4 osoby...) - gdy cokolwiek powiedziałam w ich języku. 


Warszawa z samolotu jest taka... niewielka! Śledziłam podróż z ekranu oraz z okna, niestety szybko się zachmurzyło i ściemniło, więc do wczesnych godzin porannych nie było co oglądać. Na jakąś godzinę przed wschodem słońca przelatywaliśmy nad Pekinem oraz miastami u wybrzeża Chin. To dopiero widok! Od momentu rozpoczęcia lotu nad Morzem Chińskim z niecierpliwością czekałam aż zobaczę Seul.



Na horyzoncie pojawiła się burza, którą sprawnie ominęliśmy. Widok błysków z wysokości ponad 11 kilometrów nad poziomem morza zapiera dech w piersiach. A następnie wschód słońca! I to dopiero początek. ;)

Przyszedł ten wyczekiwany moment, zaczynaliśmy lecieć niżej i zobaczyłam lotnisko Incheon. Pomimo wczesnej godziny nie do pomyślenia było dla mnie chociaż na chwilę spuścić wzrok z takich widoków.



Wylądowaliśmy bezpiecznie.Lotnisko jest... przeogromne? Dla zainteresowanych: TOP 10 lotnisk na świecie. Znajdziecie tu zarówno to w Monachium (6) i w Seulu (2). Najwyższe miejsce przypada w tym roku Singapurowi ale czy naprawdę kogoś to dziwi? ;) Artykuł został opracowany przez Business Insider na postawie World Airport Awards.




Przesiadkę miałam po czterech godzinach. Wystarczająco by zjeść śniadanie, kupić pamiątkę (a o tym później), odnaleźć właściwą drogę i zdążyć na kolejny lot. Tym razem Asiana Airlines, koreańskie linie lotnicze. Poczułam, że jest lato. Turyści z różnych państw Azji, w tym cieszące się popularnością zorganizowane wycieczki dla seniorów - i Ci wszyscy ludzie razem ze mną pragnęli dostać się na Tajwan. Kolejny raz koreańskie jedzenie w samolocie, kilka nieporozumień językowych i lądowanie już w Tajpej. WRESZCIE. Bagaż był, szczegółowa odprawa celna bez problemów (5 minut oglądania mojego paszportu czy aby na pewno nie jest podrobiony) i, 3.07, godzina 11:45, JESTEM NA TAJWANIE.



Pierwszy problem - po 15 minutach czekania nadal nikt mnie nie odebrał. Nie dałam rady połączyć się z internetem by sprawdzić, czy może jest małe opóźnienie ze strony osób z AIESEC NTPU. Zrezygnowana w końcu usłyszałam nieśmiałe: Helena? Zaczęło się.

Tak. Ten post dotyczy JEDYNIE mojej podróży na Tajwan. I jak zauważyliście do południa w środę. Gdzie reszta? Będzie za parę godzin. ;) Mam wszystko dokładnie zapisane w notesie, więc nie ma obaw, że o czymś zapomnę. Poza tym jestem zobligowana do pisania bloga o moim wolontariacie w Yingge, więc muszę dopilnować by wszystko i tu było dopięte na ostatni guzik. Pierwszy tydzień był intensywny, więc proszę, jeśli jesteście zainteresowani poczekajcie jeszcze moment aż uda mi się wszystko ogarnąć. ;)

niedziela, 23 czerwca 2013

Czekanie potrafi być zabójcze.

Dokładnie za tydzień będę siedzieć w Krakowie denerwując się tym co ma nastąpić w najbliższych dniach. Najprawdopodobniej pięć razy sprawdzę zawartość walizki. Na koniec dnia i tak stwierdzę, że czegoś zapomniałam. Milion razy sprawdzę bilet lotniczy, wszystkie niezbędne informacje o lotniskach, na których mam przesiadki oraz zasady na nich panujące (to nie jest wcale takie oczywiste!). Do tego czasu może wreszcie sobie uświadomię: będziesz bardzo daleko, sama, bez możliwości rozmowy po polsku. Może coraz większa liczba dodanych znajomych z egzotycznego miejsca na fb w końcu przekona mnie, że to tylko kilka dni zanim... Przewodnik po Tajwanie będzie moją biblią przez najbliższe kilka tygodni. No więc tak. Lecę na Tajwan!

Zapowiada się długa podróż. Wylot z Krakowa do Monachium, następnie Seul, a już stamtąd Taiwan Taoyuan International Airport w okolicach Tajpei. Moim celem jest Yingge, dzielnica w New Taipei City. Właśnie w tym miejscu będę odbywać dwumiesięczny wolontariat z ramienia AIESEC UW. Jak można się domyślić na blogu będą zamieszczane informacje z mojej podróży! Nic was nie ominie. Na pewno nie zabraknie miliona zdjęć, ciekawostek różnego rodzaju, informacji o szoku kulturowym, który na mnie czeka (tego jestem pewna), informacji o aktualnych wydarzeniach w okolicy, a także o nowych znajomościach zawartych zagranicą. WSZYSTKO! ;) 

Planowałam wyjazd do Azji już od kilku miesięcy. Od początku miał być to wolontariat z AIESEC. Przypuszczałam, że wyląduję w Chinach na kontynencie, a niespodziewanie okazało się, że to właśnie Tajwan będzie miejscem docelowym. Jestem w kontakcie z komitetem lokalnym (AIESEC NTPU), który zapewnia mi wyżywienie i zakwaterowanie z innymi wolontariuszami. O projekcie, którym będę się zajmować napiszę za kilka dni jak dowiem się trochę więcej o nim!

Widzę tą podróż jako źródło ogromnych możliwości i szansę na rozwój! Spotkam wielu ludzi z każdego zakątka świata, będę miała szansę podszkolić chiński, którego uczę się od maja, wykażę się zmysłem organizatorskim - a raczej zacznę go rozwijać od samego początku. Przekonam się na ile zaawansowany jest mój angielski. Chociaż w tym całkowicie różnym od naszego środowiska, znajomość języka angielskiego wcale nie musi być oczywista. I co jeszcze...

Osiem tygodni w nowym miejscu. 我不能再等下去了!

niedziela, 16 września 2012

Festiwal Korei [photo]

Tydzień temu w warszawskich Łazienkach odbył się Festiwal Korei. Frekwencja dopisała, pogoda również. Mam nadzieję, że za rok spotkamy się w tym miejscu a sam festiwal przyciągnie więcej osób! Niczego mi nie brakowało, były stoiska z tradycyjną koreańską kuchnią, można było zakupić książki związane z Koreą jak i książki koreańskich autorów (o moich zdobyczach później). Za późno trafiłam do stoiska z kpop stuff'em jednak i tak znalazłam coś dla siebie. Występy odbywały się w amfiteatrze na wyspie. Muszę się przyznać, że chociaż mieszkam w Warszawie już od dwóch lat nigdy nie byłam w Łazienkach. Miło, że pierwsza wizyta pokryła się imprezą organizowaną przez Centrum Kultury Koreańskiej. Liczyłam na wygraną w loterii ale niestety nie mam szczęścia. Nagrody były niczego sobie. Samsung Galaxy Tab czy ogromny telewizor... Cieszyłabym się nawet z bonu na 300zł do koreańskiej restauracji! Przy wejściu na teren festiwalu czekała galeria, zacznę więc od kilku najciekawszych grafik według mnie:



Na stoisku z koreańskim jedzeniem wreszcie spróbowałam kimchi! Pycha! Smażone orzechy czy żeń-szeń też niczego sobie. Jak myślicie na co zwróciłam największą uwagę?? SOJU! Spróbowałam też wina jagodowego, same pyszności!


A z czego jestem najbardziej dumna? Dołączają do mojej biblioteczki:
  • W Korei Anna Sawińska
  • Imperium Świateł i Wampir i inne opowiadania Kim Young-ha
  • Zaproszenie na kimchi Lena Świadek
Można było też nabyć Koreę Szerokopasmową Konrada Godlewskiego oraz Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy (Kim Munhak). Obydwie pozycję gorąco polecam. Drugą znajdziecie w BUWie jeśli ktoś nie chce wydawać pieniędzy. ;) Oprócz tego zdobyłam przewodnik i mapę turystyczną Korei (mam nadzieję, że szybko się przydadzą!).


Co do kpopowych dodatków: Bigbang i 2NE1! Oto moje nowe zakładki do książek (tak naprawdę to pocztówki ale nigdy bym ich nie śmiała podpisać i komuś wysłać. Zostaną zakładkami ^^), naklejki i teczka. *_* Ponieważ uwielbiam artykuły papiernicze to moje zdobycze są teraz pod specjalną ochroną. Naklejki które widać po lewo są wspaniałe, strasznie trudno będzie mi się zdecydować gdzie i czy je wykorzystać. Liczyłam na coś więcej no ale jak to mówią: kto rano wstaje... bla bla. Liczę na kolejne okazje w przyszłości, może SuJu? Achhh albo CNBlue! Widziałam jakieś gimnazjalistki/licealistki z przypinkami z Jang Geun Suka. OMO. Chcę.


Na sam koniec zahaczyłam o stoisko hurtowni z jedzeniem azjatyckim. Ramen – mówi wam to coś? Muszę przyznać, że wreszcie nauczyłam się czytać, jak mogłam nie zauważyć hot&spicy? Jedliście kiedyś Vifon kurczak curry lub ostry kurczak? To naprawdę nic w porównaniu z tymi zupkami. Ostatnio ktoś mi wspomniał, że cena w Tesco czy Achaun jest w granicach 8zł. Ja nabyłam za ~2,5zł. Wkrótce wybiorę się do hurtowni (Towarowa 30) sprawdzić co tam jeszcze mają. ;)

Na pierwszy rzut oka zwykła "chińska" zupka. Nie wnikam ile w niej konserwantów i innych niezdrowych składników. Po pierwszym spróbowaniu jestem zachwycona. Przez pewien czas żywiłam się głównie na Vifonach, więc nam chyba wszystkie rodzaje (5 smaków is the best). Nie sądzę bym szybko do nich wróciła po tym jadłam Shin Ramyun/Cham-pong Ramyun. Makaron zdecydowanie smaczniejszy i "solidniejszy", zupę gotuje się w garnku przez 5 minut, można spokojnie dodać na przykład jajko lub inne warzywa. Baza zupy wygląda podobnie jak w zupkach Vifon jednak jest jej zdecydowanie więcej. Nie ma natomiast żadnej saszetki z tym paskudnym tłuszczem.
______________________________________________________
Zostały mi dwa tygodnie wakacji. Powoli zaczynam przygotowania do tego nawału pracy który mnie czeka. Na razie walczę z uczelnią, chciałabym już mieć spokój z wydziałem ale chyba taki już mój los. Byle złożyć pracę licencjacką i się obronić.
Okazją do nauki angielskiego będzie.... Japoński! Azusa już przyjechała do Polski, zrobiła mi miłą niespodziankę, będzie studiować na UW cały rok! Nawet wyjście na kawę będzie miłe, jestem niezwykle ciekawa co tam u niej słychać, gdzie była przez te pół roku, czemu teraz Polska itd :)
Wciąż czekam aż ruszą zapisy na koreański w CKK. Z wiarygodnego źródła wiem, że zajęcia na pewno ruszą i poniedziałek będzie jednym z tych dni kiedy będą prowadzone. Yuppi, byle by godzinowo mi pasowało.
______________________________________________________
Jakby ktoś jeszcze nie wiedział: 20-22 w Warszawie odbywa się China Expo. Warto zwrócić uwagę na konkursy, można wygrać podróż do Chin! Zapraszam TU i TU by dowiedzieć się więcej ;) Ma ktoś ochotę ze mną się przejść?